Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

poniedziałek, 25 marca 2013

Zamek w Lublinie





Adam Leure - Zamek w Lublinie, 1860

litografia




jak zdołować czterdziestomilionowy naród


Jak? Bardzo łatwo, tracąc orientację na własnym boisku, na 7 minut, wystarczy. Przejeżdżałam wczoraj obok Narodowego, Stadionu. Taki im wybudowali okazały, a oni nawet biegać po nim nie chcieli, tylko się snuli zrezygnowani. Jeden nawet pokazał, gdzie ich możemy pocałować. Niechcący i niezamierzenie, a wyszło symbolicznie. Czarno widzę te dalsze eliminacje. Niby to dopiero pierwsza przegrana, ta z Ukrainą w piątek, wcześniej było zwycięstwo z Mołdawią i dwa remisy, z Czarnogórą i Anglią. Na razie czwarte miejsce w grupie i skromne pięć punkcików, jeszcze nie koniec świata, ale blisko. Anglicy już mają 20 bramek na plusie, Czarnogórcy 13, my dopiero 6 i tyleż "w plecy". San Marino ma bilans 0-24, ale nie wiem, czy nie uda im się jutro strzelić pierwszego gola eliminacyjnego właśnie nam. Straciłam pasję, ile można dać się tak poniżać, basta. Zawieszam emocje, przenoszę na obiekty bardziej warte mojego czasu i energii. Dosyć, dosyć, po trzykroć dosyć. Nie przypuszczałam, że dojdzie do tego, że będę wolała obejrzeć meczyk ekstraklasy niż tzw. reprezentacji narodowej. Nadal będę podglądała co słychać u asów piłki, ale już neutralnie. Nadal dobrze im życzę i kibicuję, ale na spokojnie, z bardzo dużej odległości dystansem nazywanej.

Dla odreagowania eteryczne dźwięki - Jan Garbarek.




środa, 20 marca 2013

"by móc żyć w świecie rzeczywistym"


"Opowiadamy sobie historyjki, stwarzamy świat fikcji, po to, by móc żyć w świecie rzeczywistym... Szukamy pouczenia w samobójstwie, społecznych lub moralnych przestróg w bezsensownym morderstwie tamtych pięciorga.*

To, co widzimy, przekładamy na nasz subiektywny język, dobierając najbardziej dla nas znośny do przyjęcia wariant tłumaczenia. Szczególnie jeśli jesteśmy pisarzami, możemy żyć poprzez nakładanie narracji na chaos otaczających nas, w żaden sposób nie związanych ze sobą obrazów, poprzez nakładanie idei na zmienne fantasmagorie, będące naszym rzeczywistym doświadczeniem.

Joan Didion
"The White Album"

*Chodzi tu prawdopodobnie o morderstwo popełnione przez bandę Charlesa Mansona w willi Romana Polańskiego w Los Angeles w sierpniu 1969 roku (przyp. tłum.)."


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Powyżej cytat cytatu z "Wszystko za Everest" (Into Thin Air) Jona Krakauera.

Tak właśnie kończy się cytowanie. Wyobrażacie sobie, że będziecie chcieli powiedzieć komuś o tym fragmencie tekstu? "Wiesz, u takiej jednej xbw czytałem/czytałam, że ona czytała Krakauera, który czytał Didion i ta Didion pisała, że ...". Jakie to męczące. Niektórzy więc pójdą na skróty i powiedzą "Wiesz, u Didion wyczytałem/wyczytałam, że...".

Chyba zacznę dodawać "ścieżkę dostępu" ;)

wtorek, 19 marca 2013

poniedziałek, 18 marca 2013

Maj Sjöwall & Per Wahlöö - "Zamknięty pokoj"





Znowu zanurzamy się w szwedzkie wczesne lata siedemdziesiąte, znów północnoeuropejski dobrobyt. Serii część ósma.


W pokoju zamkniętym od wewnątrz znaleziono martwego człowieka. Zastrzelony. Oczywiste jest, że odebrał sobie życie, aż do czasu, kiedy okazuje się, że w pokoju nie ma żadnej broni. Martin Beck, po długiej rekonwalescencji, rozplątuje supełki i dociera do jedynego możliwego wyjaśnienia. W tle napad na bank, do którego podejrzany absolutnie się nie przyznaje. Następuje komedia omyłek i przypadków, nagromadzenie zbiegów okoliczności. Polecam gorąco i namiętnie scenę zajęcia przez policję pewnego mieszkania, z użyciem psa oraz gazu łzawiącego. Nie zrozumiem tych, którzy nie popłaczą się ze śmiechu. Ale po otarciu łez nadchodzi smutna refleksja...

Książka dobrze napisana, trzyma poziom całego cyklu, narracja nie męczy. Duet Maj i Per dokuczają rządowi, strukturom policyjnym, wytykają absurdy, pokazują szwedzki dom starców - niezbyt piękny wizerunek kraju raju.


Ale pojawia się promyczek radosny wśród tej ponurej rzeczywistości :) Umęczony zołzowatą małżonką rozwiedziony Martin Beck poznaje zwykłą fajną mądrą kobietę Rheę.



Maj Sjöwall & Per Wahlöö
Zamknięty pokój
(Det slutna rummet)
rok wydania: 1972
wydanie polskie:
1980 (tłum. Maria Olszańska)
2011 (tłum. Halina Thylwe)

Maj Sjöwall & Per Wahlöö - "Twardziel z Säffle"



"W ostatnich dziesięciu latach centrum Sztokholmu padło ofiarą gruntownych, radykalnych przeobrażeń. Całe kwartały zrównano z ziemią i zastąpiono innymi. Zmieniła się infrastruktura, system komunikacyjny coraz bardziej się rozrastał, nowe budowle zaspokajały wyłącznie eksploatatorskie zapędy właścicieli, którzy nie mieli żadnych ambicji kreowania osiedli przyjaznych ludziom. W sercu miasta nie zadowolono się wyburzeniem dziewięćdziesięciu procent zabudowy i unicestwieniem dotychczasowej sieci ulic - zniszczono także naturalną topografię terenu. 

Sztokholmczycy ze smutkiem i goryczą patrzyli na rozbiórkę funkcjonalnych, niezastąpionych starych czynszówek, które musiały ustąpić miejsca sterylnym biurowcom, a lokatorzy musieli się wynieść do odległych przedmieść sypialni. Ich urokliwe, tętniące życiem dzielnice, gdzie mieszkali i pracowali, obrócono w gruzy. Centrum stało się trudno przejezdnym, zgiełkliwym placem budowy, na którym powoli, acz nieubłaganie wyrastało nowe city: szerokie hałaśliwe arterie komunikacyjne, błyszczące fasady ze szkła i metalu, martwe betonowe płaszczyzny, chłód i pustka."

Gdzie wojny nie było, tam sami sobie stolice wyburzają...

Przenoszę się mimowolnie do Ratyzbony, w której spędziłam kiedyś uroczy dzień wędrując po zamkniętym dla ruchu ulicznego zabytkowym starutkim centrum miasta, niech żyją mądrzy decydenci jak najdłużej i oby ród ich nie wyginął.

"Twardziel z Säffle" to numer siedem cyklu. Pewnemu policjantowi zamknięto w celi żonę, Finkę, chorą na cukrzycę, sądząc, że jest pijana. Zmarła. Samotnemu ojcu odebrano córkę. Po latach skutkiem tamtych wydarzeń dochodzi do zemsty, a główny bohater Martin Beck zostaje ciężko ranny. Maj Sjöwall i Per Wahlöö coraz ostrzej krytykują państwo dobrobytu.

***
Znalazłam fajne długie słowo w przypisach - Medborgarrättsrörelsen (MRR), Szwedzki Ruch Praw Obywatelskich, powstały w 1974.


Maj Sjöwall & Per Wahlöö
Twardziel z Säffle
(Den vedervärdige mannen från Säffle)
rok wydania: 1971
wydanie polskie:
1976 (Człowiek z Säffle)
2011 (Twardziel z Säffle)

niedziela, 17 marca 2013

wpływowy człowiek



13.03.2013
środa

Jorge.
Jezuita.
Argentyna.
Franciszek.
Buona sera.

Przecież słuchają WSZYSCY, nie tylko katolicy, bardzo rozsądnie.
Jeden z najbardziej wpływowych ludzi na świecie.

Do katedry na rowerze.
Nie wskoczył do limuzyny i nie odział się w purpurę.
Mówił o ruchu, budowaniu i przekuwaniu mieczy na lemiesze, w tle przepiękne wnętrze Kaplicy Sykstyńskiej, transmisja telewizyjna na cały świat.

Kibic!

I trudna przeszłość, nie dla wszystkich jednoznaczna.

W sumie wygląda dobrze. Zapowiedź zmian.
Tak czy inaczej, w konwencji przecież.
Jestem ciekawa. Czekam.



czwartek, 14 marca 2013

najpiękniejsze dźwięki - KV 626


Od lat uważam Requiem Mozarta za najpiękniejszą muzykę, jaka została dotychczas skomponowana. I choć na co dzień wolę fortepian, więc romantyków rosyjskich, Chopina i koncerty fortepianowe, to od czasu do czasu miewam "napad" na najsłynniejszą mszę żałobną d-moll, często, kiedy patrzę na góry, w albumie albo na ekranie, bo w realu dawno nie byłam. A ostatnio Requiem odtwarza się w mojej głowie automatycznie, kiedy czytam relacje z górskich wypraw.

Wielokrotnie chciałam posłuchać na żywo, ale bałam się swojej reakcji. Odważyłam się dopiero w czasie ubiegłorocznej akcji (link1) Warszawskiej Opery Kameralnej (link2) pod Ministerstwem Kultury na Krakowskim Przedmieściu (link 3), de facto pod Pałacem Prezydenckim, jako że budynki stoją vis-à-vis. W letni słoneczny dzień i w kulturalnej atmosferze obywatelskiego nieposłuszeństwa w słusznej sprawie ;)

Nie przeszkadza mi świadomość, że utwór nie jest w całości autorstwa Wolfganga Amadeusza, że sporo dołożył Süssmayr, ponieważ zrobił to według ścisłych wskazówek mistrza. Zawsze też można posłuchać Requiem w wersji okrojonej do fragmentów wyłącznie mozartowskich.

Mozart po KV 626 nie skomponował już niczego, chyba, że w niebiesiech. 

Szukałam najpełniej brzmiącej wersji. Dyryguje John Eliot Gardiner, wykonuje The Monteverdi Choir and The English Baroque Soloists.



I jeszcze, dzięki internetowym "wtykom", od najlepszego mozartologa wśród moich znajomych z forum wersja oryginalna niedokończona: [1/3] - [2/3] - [3/3]