Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.
Agatha Troy, uznana malarka, w domu odziedziczonym po ojcu prowadzi zajęcia ze studentami. Grupka artystów prezentuje się malowniczo. Składa się z biednego ale niezwykle utalentowanego rzeźbiarza, nieco dzikiego Australijczyka, Paryżanina, arystokraty, studenta z brodą, niezwykłej piękności, zwykłej dziewczyny oraz malarki malującej hydraulików. Spotykają się oni codziennie, by malować nieznośnie wiercącą się modelkę. Pewnego dnia jedno z nich zostaje podstępnie zamordowane, podejrzani są wszyscy pozostali. Śledztwo prowadzi inspektor Roderick Alleyn ze Scotland Yardu, który znajomość z Agathą Troy zawarł na statku płynącym z Fidżi. Detektyw, z pomocą inspektora Foxa oraz zaprzyjaźnionego dziennikarza, rozwiązuje zagadkę, przy okazji przywiązując się coraz serdeczniej do Agathy. Fabułę urozmaica postać matki detektywa, uroczej Lady Alleyn.
Ubolewam, że z serii 32 powieści Ngaio Marsh na nasz język zostały przełożone zaledwie dwie, a udało mi się odszukać tylko tę jedną, szóstą z cyklu. Czyta się dobrze, żwawo, z zainteresowaniem. Przedwojenne solidne wyspiarskie pisanie. Ngaio Marsh dzieliła życie między Nową Zelandię i Wielką Brytanię. Istnieje serial nakręcony wg jej kryminałów The Inspector Alleyn Mysteries. Stanowczo mam zamiar obejrzeć. Tym bardziej, że wysłuchałam audiobooka z siódmą książką z cyklu o detektywie Rodericku Alleynie, Death in a White Tie w zabawnej interpretacji Benedicta Cumberbatcha, polecam.
Ngaio Marsh "Mistrzowie zbrodni" (Artists in Crime) rok wydania: 1938 wydanie polskie: 1994
Film na postawie powieści Johna le CarréTinker, Tailor, Soldier, Spy z 1974 roku, wydanej u nas w 2000 roku jako Druciarz, Krawiec, Żołnierz, Szpieg.Zyskuje w przypadku poprzedzenia bądź uzupełnienia seansu lekturą. Podobnie jak powieść, która zyskuje po uzupełnieniu o film. Doskonali aktorzy: Gary Oldman jako George Smiley, Benedict Cumberbatch jako Peter Guillam, Colin Firth jako Bill Haydon, Tom Hardy jako Ricki Tarr, do tego John Hurt (Kontroler), Toby Jones (Percy Alleline), Mark Strong (Jim "Ellis" Prideaux) i David Dencik (Toby Esterhase). W "Cyrku", czyli siedzibie brytyjskiego wywiadu, prawdopodobnie jest podwójny, trzeba go zlokalizować po cichu, by nikt się nie zorientował, że w ogóle coś się dzieje. Poproszony o przeprowadzenie akcji emerytowany Smiley wraz z młodym Guillamem niepostrzeżenie gromadzą dokumenty (doskonała scena wykradania teczki z archiwum, Cumberbatch - oklaski, ale w książce opisana jeszcze lepiej) i stary wyga George "namierza", o kogo może chodzić. Przeprowadzona zasadzka potwierdza domysły. I najlepsze na końcu. Przy dźwiękach radosnej piosenki "La Mer" śpiewanej przez Julio Iglesiasa widzimy sekwencję scen końcowych, od epizodu z balu, poprzez "pożegnalne" ujęcia z niektórymi głównymi bohaterami, aż po powrót Smiley'a w glorii chwały na stare cyrkowe śmieci. Lubię uśmiechy satysfakcji z dobrze wykonanej roboty Cumberbatcha i Oldmana w ostatnich ujęciach. Stopień skomplikowania akcji nie jest, z perspektywy "po", wysoki. Ale na wszelki wypadek obejrzałam najpierw po łebkach film, jednym okiem i w wersji oryginalnej, potem przeczytałam powieść, ze ściągawką, kto kogo w filmie grał i już łapczywie rzuciłam się na ponowne pełne i z polskimi napisami oglądanie. Dziwiąc się, jak mogłam marudzić na zapas, że starocie, że szare i ponure kadry, że jak ci faceci w ogóle koszmarnie chodzili ubrani, o fryzurach nie wspominając, no i w ogóle o co chodzi, nijak nie można się połapać. Teraz wyrzucam wszelkie uprzedzenia i przystępuję do nowych filmów i książek ze sporą dozą tolerancji. Czego i Wam życzę.
Morza i oceany, podobnie jak góry najwyższe, pociągają mnie silnie, jednakowoż, jak dotąd, teoretycznie. Miałam okazję otrzeć się o podróż transoceaniczną, na dodatek fikcyjną, do tego ulokowaną ponad dwieście lat temu. Serial według Goldinga zachwycił mnie, obudził ogłuszone czy uśpione porywy żeglarskie. Lektura trylogii morskiej też już za mną. Teraz czas na refleksje i czuję, że będą się we mnie tygodniami tliły, niczym potraktowana rozżarzonymi metalowymi prętami drewniana podstawa fokmasztu na statku, którym płynął z Anglii do Australii główny bohater Edmund Talbot (Benedict Cumberbatch). Chłopak skojarzył mi się z Kmicicem z Potopu, na początku za sprawą seryjnych poważnych uszkodzeń głowy, potem z powodu przeżywanych rozterek oraz intensywnej przemiany. Wytrącony z ciepełka domu rodzinnego znajduje się nagle w hermetycznym środowisku, wyizolowany na blisko rok, w dziwnie funkcjonującej społeczności, rządzącej się niepisanymi prawami, gdzie zwykłe życie zostaje zawieszone na czas podróży. W serialu są sceny pikantne, romantyczne, dramatyczne, momentami ogarnia zgroza, a czasem nie można powstrzymać chichotu, nawet w miejscach smutnych. Sceny kręcone są w dużych zbliżeniach, akcja dzieje się niemal wyłącznie na pokładzie statku. Przez trzy półtoragodzinne odcinki widzimy w tle dziewiętnastowieczny (a nawet osiemnastowieczny) statek, portrety bohaterów (od kapitana Andersona wzroku nie mogłam oderwać), fragmenty morza. Akcję stanowią poczynania pasażerów i załogi, ich zmagania z kołysaniem, morską chorobą, skutkami długotrwałej izolacji od reszty świata, z wielokrotnym zagrożeniem życia, próby dostosowywania się do stopniowych czy też gwałtownych zmian sytuacji i okoliczności. Mistrzostwo Goldinga uzupełnione i wzmocnione profesjonalnym działaniem twórców serialu. Kłaniam nisko.
na podstawie trylogii Williama Goldinga "To the Ends of the Earth":
Rytuały morza (Rites of Passage) Twarzą w twarz (Close Quarters) Piekło pod pokładem (Fire Down Below)
"Na koniec świata" (To the Ends of the Earth) miniserial TV ilość odcinków: 3 Wielka Brytania 2005 Reżyseria: David Attwood Scenariusz: Tony Basgallop, Leigh Jackson
Nie wiem, dziecinnieję na stare lata czy jeszcze nie wyrosłam, ale przy Star Trek Into Darkness
bawiłam się znakomicie. Dobrze zrealizowany, ogląda się płynnie,
przyjemnie, z rosnącym zainteresowaniem. Początek - czerwony las na
Nibiru, planecie klasy M, zabytkowy szpital, pierwsze pojawienie się Benedicta (I can safe her) - i uległam, film mnie rozbroił. Podobał mi się Spock, w połowie człowiek, w połowie Wolkanin (?), świetny w tej roli Zachary Quinto. Zabawny Simon Pegg jako Scotty, cudny akcent. Chekov - w sumie rola także komediowa z powodu silnego akcent. Sulu (John Cho) - też lubię, pamiętam z serialu FlashForward. I w tym wszystkim czarny charakter, zło wcielone, Khan (Benedict Cumberbatch), gdybym nie oglądała wcześniej Little Favour,
to byłabym mocno zaskoczona. Do tego grał jak w teatrze, ilość zmian
wyrazu twarzy na minutę chyba rekordowa. Sympatyczny wątek męskiej
przyjaźni między Spockiem i Kirkiem. Bajka kosmiczna, latające ustrojstwa i wartości w uproszczonej wersji. Ale całość kupuję, chętnie, w odległej przyszłości, obejrzę z wnukami :) "W ciemność. Star Trek"
(Star Trek Into Darkness)
USA 2013
Reżyseria: J.J. Abrams Scenariusz: Alex Kurtzman, Damon Lindelof, Roberto Orci
Margaret Rutherford - nie ma doskonalszej Panny Marple. Jestem i pozostanę wierna jej wizerunkowi. Wyłamałam
się na chwilę, czego się nie robi dla ulubionego aktora. Co, bynajmniej,
nie było torturą, jako, że Agathę przeczytałam prawie w całości i jej
utwory uwielbiam pod każdą postacią. Preferuję książki, nie za dobrze
toleruję odstępstwa scenarzystów. W niniejszej odsłonie filmowa
(serialowa) wersja różni się od książkowego oryginału. Którego nie
pamiętam, bo czytałam kilkanaście lat temu, ale tak słyszałam. Panna
Marple (Julia McKenzie) przyjeżdża do Wychwood, malutkiej mieściny, by
odkryć przyczynę niespodziewanej śmierci poznanej w pociągu starszej
pani. Wspomagana przez Luca Fitzwilliama (dość obszerna rola Benedicta Cumberbatcha), byłego policyjnego detektywa, przy współpracy miejscowego konstabla Reeda (znany z Sherlocka - The Hounds of Baskerville - Russell Tovey), odkrywa minione wydarzenia i odnajduje osobę, która po cichu pomaga przenosić się na tamten świat kolejnym mieszkańcom miasteczka. Film nie najwyższych lotów, a zdecydowanie najsłabszym punktem drewniana kukłowata Amerykanka. Ale fajny małomiasteczkowy klimat, doskonali aktorzy, no i doskonały Benedict jako przystojny detektyw, tylko "nieco" mniej błyskotliwy niż Sherlock, ale również jeżdżący na motocyklu.
Przepięknie, po
mistrzowsku sfotografowany. Doskonale zmontowany. Muzyka przenikająca
obraz, stapiająca się z akcją. Film od początku robi mocne wejście w
zmysły widza budząc zachwyt. Miałam niesprecyzowany problem, byłam oporna w kwestii Pokuty, niezakotwiczona. Ale już się aklimatyzowałam, oswoiłam film, albo on oswoił mnie. Pierwsze
sceny rozgrywają się w Anglii w 1935 roku. Trzynastolatka o bujnej
wyobraźni, Briony Tallis, pisze sztukę teatralną. Pochodzi z zamożnej
rodziny, jej dzieciństwo upływa jak w bajce. Matka miewa migreny, ojciec
(nieobecny) zapracowany, starsza siostra Cecilia (Keira Knightley)
studiuje. Są wakacje, do obszernej, pełnej służby posiadłości zjeżdżają kuzyni - piętnastoletnia Lola i jej młodsi bracia bliźniacy Jackson i Pierrot. Przyjeżdża także starszy brat Leon ze swoim przyjacielem Paulem Marshallem (Benedict Cumberbatch). W towarzyskich spotkaniach młodym towarzyszy syn gospodyni, Robbie (James McAvoy), studiujący razem z Cecilią. Między Cecilią i Robbiem dochodzi do drobnego nieporozumienia, a przypadkowo obserwująca tę scenę przez okno Briony wyciąga pochopne wnioski.
Chłopak, chcąc przeprosić Cee, pisze do niej list, który wręcza poprzez
Briony. Pomyłkowo, zamiast przeprosin, w kopercie znajdują się fantazje
seksualne młodzieńca. Ciekawska dziewczynka czyta list, po czym oddaje
go siostrze. Ta, po przeczytaniu uświadamia sobie, że od dawna kocha
Robbiego. Para spotyka się w bibliotece, rozmowa przechodzi do fazy
coraz bardziej zaawansowanego zbliżenia i znów Briony trafia na scenę
nieodpowiednią dla oczu małej dziewczynki. Zapada zmrok. Okazuje się, że
bliźniacy uciekli. Wszyscy idą ich szukać. W ciemnościach Briony
znajduje Lolę w niedwuznacznej sytuacji z jakimś mężczyzną, który szybko
oddala się nierozpoznany. Lola twierdzi, że to był gwałt. Wyobraźnia
Briony natychmiast przypisuje czyn Robbiemu. Na podstawie wyobrażonych
zeznań trzynastolatki Robbie zostaje skazany na sześć lat więzienia.
Kolejne
sceny, mają miejsce kilka lat później, już w czasie II wojny światowej.
Cecilia, zerwawszy z rodziną, pracuje jako pielęgniarka. Robbiemu
zamieniono karę więzienia na służbę wojskową i wysłano na front jako
szeregowca. Para spotyka się w przelocie wojennej zawieruchy i okazuje
się, że uczucie nadal trwa. Briony pisze do Cecilii list z
przeprosinami, wraz z dorosłością przyszła refleksja, że chyba
zniszczyła życie niewinnemu chłopakowi i równocześnie swojej siostrze. W
tej części filmu mamy do czynienia z niesamowitym master shotem,
jednym ujęciem trwającym 5 minut, pokazującym najdroższą scenę filmu,
plażę w Dunkierce usianą tysiącami żołnierzami czekającymi na okręty,
które zabiorą ich do domu, do Anglii. Uf. Zakończenie to spotkanie z umierającą już starszą panią, pisarką Briony Tallis (Vanessa Redgrave), wydającą swoją dwudziestą pierwszą i zarazem ostatnią powieść, po części autobiograficzną.
Akcja
filmu jest płynna, cały czas mają miejsce dość nieprzewidziane
sytuacje, trochę, jakby mieszał chochlik. Ale to nie chochlik. Tak
właśnie wygląda życie. O jego przebiegu decydują często drobiazgi,
nieporozumienia, fałszywe wyobrażenia. Aktorska
obsada. I tu chyba leżało sedno moich problemów z tym filmem. Głowni
bohaterowie, Briony, Cecylia i Robbie, nie pasowali mi początkowo do
scenariusza, scenografii, ogólnej koncepcji. Przeszkadzali, drażnili.
Najszybciej przekonałam się do McAvoya, potem zrozumiałam, że aktorki
grające Briony właśnie mają drażnić i denerwować. A do KK nie przekonam się chyba nigdy.
Reszta aktorów OK, nawet bardzo. Lola (Juno Temple) jest znakomita, a
scena z Paulem Marshallem to jeden z najlepszych momentów w filmie.
Okolice "Lolity".
Pozostałe ulubione sceny: -
kończąca pisanie sztuki Briony zbiega po schodach, muzykę współtworzy
maszyna do pisania, łopot rozwijanego prześcieradła, dudnienie kroków, - sekwencja: Cee z papierosem, wskakuje do jeziora, z wanny w oświetlonej od góry łazience wydobywa się Robbie i patrzy przez świetlik na lecący samolot, - świetna szekspirowska scena szorowania rąk (!), - zdjęcia podwodne, - Debussy nakładający się na archiwalne (?) sceny wojenne, łagodzący je. Teraz czas na książkę. Ian McEwan.
Zbierałam się kilka lat, chwila nadeszła. Scenariusz był pisany dwa
razy. Pierwszy bardzo odbiegał od książkowego oryginału, więc powstała
druga wersja, już bardzo wierna.
Zdziwiło mnie, że Briony przez całe swoje życie, od podlotka do staruszki, ani razu nie zmieniła fryzury. Pamiętam, że moja ciocia jako dziewczynka, przed wojną, miała takie samo uczesanie, ale tylko przed wojną...
Filmów o życiu studentów w Stanach powstało od groma i ciut ciut. Niespodziewanie natknęłam się na produkcję traktującą o życiu studenta europejskiego, rzecz dzieje się w Bristolu, Anglia. Brian Jackson (James McAvoy),
już jako dziecko, pragnął wiedzieć wszystko, chciał znać odpowiedzi na
wszystkie pytania. Wytyczył sobie cel w postaci prestiżowego
uniwersytetu. W filmie do życia studenckiego wkracza w rytm Boys Don't Cry The Cure. Od razu ląduje na imprezie, gdzie poznaje aktywistkę Rebeccę (Rebecca Hall). Brian zgłasza
się do grupy studentów biorących udział w popularnym brytyjskim quiz
show University Challenge. Jego partnerami z teamu są Patrick (Benedict Cumberbatch), Lucy i śliczna Alice (Alice Eve). Brian przeżywa pierwsze porywy serca, rozterki, niepowodzenia, drobne i poważne błędy. A że chłopak zwyczajny, miły, sympatyczny, to budzi sympatię i mocno trzymamy za niego kciuki, zwłaszcza kiedy odpowiada na quizowe pytania. W filmie sporo elementów komediowych, w których prym wiedzie zdecydowanie Benedict, przylizany prymus, samozwańczy przywódca, w obciachowym sweterku i marmurkowych dżinsach, obsesyjnie dokładny, pedantyczny, mający o sobie wysokie mniemanie. W niewielkiej roli prowadzącego teleturniej Bambera Gascoigne lubiany i ceniony przeze mnie coraz bardziej Mark Gatiss.
Dużo w Starter for 10muzyki z lat mojej młodości, między innymi The Cure, New Order, Yazoo, The Smiths, Tears for Fears, Bananarama. Oryginalny tytuł filmu to tekst często padający w quizie University Challenge, jego polskie tłumaczenie - ni przypiął, ni przyłatał.
Dwuodcinkowy
miniserial nakręcony na podstawie wielokrotnie nagradzanej powieści
Andrei Levy "Small Island" wydanej w 2004 roku. W Polsce książka ukazała
się w 2006 roku pod tytułem "Wysepka". Levy jest córką emigrantów z Jamajki przybyłych do UK w 1948 roku.
Queenie
(Ruth Wilson), sprzedawczyni w sklepie ciotki, przyjmuje niespodziewane
oświadczyny Bernarda, nieśmiałego pracownika banku (Benedict Cumberbatch).
Ciotka umiera, młodzi pobierają się, a po roku dość nudnego dla Queenie
wspólnego życia Bernard wstępuje do Royal Air Force i wyrusza na wojnę.
Opuszczona żona zostaje z teściem, który w wyniku stresu po udziale w I
wojnie światowej, zwanego wtedy shell shock,
nie mówi. Kobieta przyjmuje na jedną noc na kwaterę żołnierzy z RAF-u,
między innymi Jamajczyka Michaela, w którym zakochuje się. Tęskniąca
Queenie widząc Gilberta, myśli, że to Michael. Zaprzyjaźniają się
(platonicznie). W bójce ulicznej pomiędzy żołnierzami o różnym kolorze skóry ginie przypadkowo ojciec Bernarda. Gilbert wraca po wojnie na Jamajkę, ale pragnie zamieszkać na stałe w Londynie.
Hortense
(Naomie Harris) mieszka na Jamajce. Chce zostać nauczycielką. Zakochana
bez wzajemności w Michaelu, który i tak zaciągnął się do RAF-u,
decyduje się na desperacki krok - poślubia obcego jej Gilberta w zamian
za obietnicę, że ten ściągnie ją wkrótce do Londynu. Daje mu pieniądze
na bilet. W Londynie Gilbert zamieszkuje u Queenie, po jakimś czasie
dołącza do niego Hortense. Rozczarowana zastaną na miejscu sytuacją nie
może na dodatek, ze względu na kolor skóry, dostać pracy jako
nauczycielka.
Queenie spędza kolejną noc z Michaelem, który pojawił się przejazdem w drodze do Kanady. Po jakimś czasie okazuje
się, że kobieta jest w ciąży. Jako mężatka, której mąż zaginął na
wojnie, bandażuje brzuch, by ukryć cudzołóstwo przed światem. Powraca
Bernard. Jako przeciwnik ciemnoskórych wyrzuca lokatorów, czemu Queenie
zdecydowanie się sprzeciwia. Dochodzi do kłótni, kobieta z emocji
zaczyna rodzić. Dziecko ma ciemną skórę. Bernard postanawia zaopiekować
się żoną i jej synkiem. Jednak Queenie decyduje inaczej...
Generalnie serial pod hasłem: No to racism. Ciężkie początki przecierania ścieżki równego traktowania czarnoskórych po II wojnie światowej.
Bardzo
dobre aktorstwo, nie mam żadnych zastrzeżeń, wciągnęłam się w akcję
błyskawicznie. Zwłaszcza obie panie, Queenie i Hortense, świetne.
Obejrzałam
trzeci pod rząd film/serial, dobór zupełnie przypadkowy, w którym
Benedict za pośrednictwem swoich bohaterów opiekuje się dziećmi swoich
żon, kochając je jak swoje. Kto mu wybiera te scenariusze?
"Small Island"
miniserial TV
ilość odcinków: 2
Wielka Brytania 2009 Reżyseria: John Alexander Scenariusz: Sarah Williams, Paula Milne
Dawn i David
bardzo się kochają. Starają się o dziecko. Przeprowadzili się właśnie na
wieś w rodzinne strony Davida i zamieszkali w starym domu do remontu.
Niespodziewanie przyjeżdża Nick, brat Davida, były żołnierz, cierpiący
na zespół stresu pourazowego. Na początku jest miło, rodzinnie, ale
powoli zaczynają się pomiędzy braćmi sprzeczki i kłótnie, atmosfera robi
się dziwna. Odkryte zostają fragmenty trudnego dzieciństwa braci,
wychodzi na jaw skrywane kłamstwo. Życie pokazuje swoją dwoistą naturę.
Przeszłość wpływa na teraźniejszość. Nikt nie jest święty. Człowiek nie
jest stworzony do monogamii. I dzieci rodzą się nadal. A i tak miłość
ponad wszystko. W roli Davida naturalny, nieprzetworzony Benedict Cumberbatch.
Trójka głównych bohaterów znakomita, choć akcja toczy się powoli, to
film nie nuży nadmiernie. Benedict może służyć przykładem wszystkim
facetom na świecie w kwestii - jak patrzeć na kochaną kobietę ;)
Szkoda, że film nie ma napisów, trzeba być jasnowidzem, by połapać się dokładnie, o czym mowa.
Scenariusz "Parade's End" (Koniec defilady) powstał na podstawie tetrologii Forda Madoxa Forda o tym samym tytule. W jej skład wchodzą powieści: Some Do Not ... (1924) No More Parades(1925) A Man Could Stand Up — (1926) Last Post (1928) Przetłumaczona na polski została tylko pierwsza część, pod tytułem Saga o dżentelmenie. Odcinek 1
- Początek XX wieku. Christopher Tietjens (Benedict Cumberbatch), "najtęższa z londyńskich głów" pozwala złowić się na męża
ślicznej Sylvii (Rebecca Hall) już po dwóch miesiącach od zawarcia
znajomości (pikantna scena w przedziale kolejowym). Rodzi się synek
Michael, nie ma jednak pewności, kto jest jego ojcem. Christopher
przywiązuje się do dziecka. Sylvia wyjeżdża z kochankiem, ale, znudzona,
szybko wraca. Christopher, wzór męskich cnót, ideał gentlemana,
troskliwy i opiekuńczy w stosunku do kobiet, słabszych, potrzebujących,
dzieci, nawet zwierząt, przyjmuje żonę. Ta mówi o nim "kloc". Christopher poznaje
Valentine Wannop (Adelaide Clemens), sufrażystkę. Wyraźnie iskrzy z obu
stron. Akcja płynie spokojnie, ale pod powierzchnią pozornej nudy się dzieje,
kłębią się i kipią gwałtowne uczucia, emocje, czasem tylko ledwo
ujawnione gestem czy mimiką. Dobra stara angielska szkoła. Rewelacyjna
scena przy stole z udziałem szalonego pastora Duchemina (Rufus Sewell). Odcinek 2 - Umiera matka Christophera. Sylvia postanawia być przykładną żoną i udaje się do klasztoru, by ćwiczyć charakter. Pracujący w Imperial Department of Statistics
Christopher porzuca posadę ("gardzę tym czego się tu ode mnie wymaga,
urząd zmienia statystykę w sofistykę, rezygnuję"). Pojawia się wzmianka o
(kultowej już trochę, moim zdaniem) herbatce Lapsang Souchong.
Doskonała scena z pastorem Ducheminem - rozmowa duchownych o damskiej
bieliźnie. Christopher postanawia wstąpić do armii. Tekst odcinka:
"Mężczyźni grożą, jakby wojny rozgrywały się na mapach". Odcinek 3 - I wojna światowa, Christopher zostaje ranny na froncie we Francji i z silnym wstrząsem mózgu wraca do domu. Wielebny
Duchemin po dłuższym pobycie w szpitalu psychiatrycznym "wyleczony"
wraca do domu i natychmiast popełnia samobójstwo. Po Londynie krążą
ploteczki, plotki i ploty, oblepiają brudem także Bogu ducha winnego
Christophera. Jego ojciec, po wysłuchaniu "nowinek", nie podejmując
próby ich weryfikacji, od razu strzela do siebie. Tietjens, za namową
żony, postanawia zostać wreszcie kochankiem Valentine. Nie zdąża,
ponownie wyjeżdża na front. Snuje się cieniutki wątek "katolicyzm kontra
anglikanizm", oczywiście. Odcinek 4 -
Mark Tietjens (Rupert Everett) czyni starania, by jego brata
Christophera trzymano jak najdalej od linii frontu. Sylvia upiera się,
by odwiedzić męża. I zaczyna się akcja, która przebija chyba nawet
słynny Catch 22. Uparta i przebojowa Sylvia zjawia się we Francji
u dowódcy męża, tuż obok trwa nalot bombowy, w obozie nie ma gaśnic
(!), przyjeżdża matka jednego z kanadyjskich żołnierzy prosić o
możliwość pożegnania syna przed wysłaniem go na pole bitwy, Tietjens
usiłuje uspokoić genialnego ale roztrzęsionego McKechniego (Patrick
Kennedy), w czasie nalotu ginie jeden z młodych Kanadyjczyków, u
Christophera stawia się profesor nauk o koniach, w podeszłym wieku, na
wojnie od dwóch tygodni, z przydziałem do opieki nad zwierzętami. I w
takim to momencie Tietjens zaczyna pisać sonet. Spotyka się w końcu z
Sylvią. Christopher wchodzi w konflikt z generałem O'Harą. Wraca problem
gaśnic. Generałowie wydają znoszące się wzajemnie rozkazy. Christopher
przeprowadza inspekcję blisko trzech tysięcy szczoteczek do zębów,
nieużywanych przez żołnierzy, by były czyste na wypadek inspekcji. A
wszystko przeplatane niemal surrealistycznymi scenami przemarszu
orkiestry wojskowej przez obóz. Tekst odcinka: "Nikt z wysłanych do Bazy
Piechoty tutaj nie pasuje. I dlatego właśnie tu jesteśmy". Ten odcinek
jest zdecydowanie najlepszy. Odcinek 5
- Tietjens, McKechnie i kochanek Sylvii, Perowne, zostają wysłani jednym
transportem na front. Tietjens przejmuje dowództwo w okopach. Lekko
ranny, zostaje odesłany na stałe do domu. W posiadłości rodowej
Tietjensów, Groby, z dyspozycji Sylvi zostaje ścięty wiekowy cedr,
drzewo-symbol. Poruszony Christopher spotyka się z Valentine. W pewnym
sensie oboje czyści, nieskalani, podążający przez życie niepopularnymi
ścieżkami, oboje wierni swoim wartościom, ideałom, odkąd wiedzą o swoim
istnieniu są skazani na bycie razem. Tietjens urządza przyjęcie dla
nowych przyjaciół, kolegów z frontu. Serial
ciekawy, o wojnie, przeciwko wojnie, o polityce, o intrygach, plotkach,
stosunkach damsko-męskich, o trudzie bycia sobą, o miłości. Słyszałam
różne opinie o "Końcu defilady", między innymi, że nudny. A dla mnie po
prostu na wskroś brytyjski ;) Benedict Cumberbatch doskonały! Znowu gra mądralę i
znowu z powodzeniem. Wielkie brawa także, choć za udział niemal
symboliczny, dla Rufusa Sewella :) Dobra Miranda Richardson w roli pani
Wannop.
Karol Darwin był ojcem i mężem. Miał kochającą żonę i sporą gromadkę dzieci. Był też przyrodnikiem. Stworzył teorię ewolucji. W 1859 roku ukończył i wydał O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego. Cały nakład książki został wyprzedany w dniu jej publikacji. Film "Creation" opowiada o okolicznościach powstania tego rewolucyjnego dzieła. Charles (Paul Bettany) prowadzi badania w przydomowej szopie otoczony szkieletami, preparatami, chemikaliami. Zawzięcie sporządza notatki nie zważając na ciągle pogarszający się stan zdrowia. Dokucza mu żołądek, drży prawa ręka, nie może jeść, wygląda jak starzec. Po śmierci ukochanej córeczki Annie (Martha West) Charles nie może dojść do siebie, ciągle widuje dziewczynkę, rozmawia z nią. Nie może porozumieć się sam ze sobą w kwestii publikacji materiałów, które powoli przybierają kształt książki. Jego żona Emma (Jennifer Connelly) jest głęboko religijna, silnie związana z tradycją, nie popiera pracy męża a nawet jest do niej wrogo nastawiona. Małżonkowie są równocześnie kuzynami, pobrali się z wielkiej miłości, odczuwają głębokie wzajemne przywiązanie (skutkujące dziesięciorgiem potomstwa). Jest więc silne rozdarcie i uczucie niemożności trwania małżeństwa w jedności poglądów i przekonań. Darwina odwiedzają dwaj naukowcy, Hooker (Benedict Cumberbatch) i Huxley (Toby Jones), namawiając i naciskając na jak najszybsze działania w temacie publikacji. Darwin jednak nękany coraz większymi wątpliwościami, popadający niemal w szaleństwo, skłócony z żoną i z zaprzyjaźnionym duchownym Innesem (Jeremy Northam), postanawia się poddać i porzuca badania. Schorowanego niemal siłą wyciąga z łóżka przyjaciel Joseph Hooker, stawia na nogi, daje impuls do działania. Darwin postanawia przede wszystkim zająć się zdrowiem. Jedzie do ówczesnego uzdrowiska, tam z pomocą lekarza doprowadza się do stanu równowagi i publikuje dzieło swojego życia. Ówcześni ludzie nauki postrzegali teorię ewolucji jako argument, a nawet oręż w walce z religią - ewolucja kontra boska kreacja. Czasy były takie, że dziecko, za twierdzenie, że istniały dinozaury, musiało klęczeć na grubej soli. Nikomu nie przyszło nawet do głowy, by spróbować połączyć teorię ewolucji z istnieniem Boga. Trzeba się było opowiedzieć po jednej ze stron, albo za (Bogiem) albo przeciwko (Bogu). Ludzie od zawsze stawiali sobie trudne zadanie wyboru, mnożyli rozdroża, nie biorąc w ogóle pod uwagę, że jedno nie wyklucza drugiego i możliwe jest współistnienie pozornych alternatyw. Filmowa
teraźniejszość przeplatana jest wspomnieniami sprzed lat, kiedy jeszcze
żyła Annie. Sceny świadomie są wymieszane, widz potrzebuje kilku chwil
by się zorientować, czy to Annie żywa czy jedynie wyobrażona przez
Charlesa. Kilka filmowych momentów uderza w widza z wielką siłą. Na pewno
dramatyczne dla obojga rodziców próby ratowania pogarszającego się
zdrowia córeczki. Także niesamowity fragment odtworzonych z
przyspieszeniem przemian żywej materii w przyrodzie, pokazanie łańcuchów
pokarmowych z całym okrucieństwem - scena z lisem i zającem. Ale mnie
najbardziej poruszyły w filmie sceny z małą orangutanicą, nie do
zapomnienia. Benedict jako Hooker momentami rozbrykany, żartujący i szalejący z dzieciarnią, momentami poważny, zdecydowany i stanowczy. Jego rola to trzy krótkie sceny, ale przy kameralności filmu to i tak sporo. "Creation" to film dość głęboki, próbujący ogarnąć mechanizm funkcjonowania całego naszego świata, zasady wszelkiego istnienia. Można się nim przejąć lub po prostu tylko obejrzeć. Jest to także po części film o miłości. Scenariusz filmu powstał na podstawie książki "Annie's Box" Randala Keynesa, potomka Charlesa Darwina. Filmowy dom Darwinów to ich autentyczna posiadłość, Down House w Biggin Hill w hrabstwie Kent. Dla miłośników Chopina - w filmie słyszymy fragment Etiudy a-moll op. 25 nr 11.
Międzynarodowy Festiwal Kina Niezależnego Off Plus Camera w Krakowie już za kilka dni (2-11 maja 2014). Poruszyła mnie wiadomość o przyjeździe Benedicta Cumberbatcha, zwłaszcza teraz, kiedy znalazł się w jeszcze bardziej oświetlonych rejonach życia publicznego - Time 100. Na festiwalu odbędzie się pokaz filmu "Little Favour", o którym pisałam niedawno. Po projekcji odbędzie się spotkanie z producentami. "Little Favour" to krótkometrażówka wyprodukowana niezależnie przez SunnyMarch. A SunnyMarch to firma produkcyjna założona przez Adama Acklanda, Bena Dillona, Benedicta Cumberbatcha i Adama Selvesa. Benedict pojawi się więc na festiwalu jako PRODUCENT. Benedict, welcome to Poland! Boję się. Mam wizję bogu ducha winnego człowieka rozszarpywanego przez tłum jak w finale "Pachnidła". Ludzie, Polacy, rodacy, ogarnijcie się, opanujcie się, powstrzymajcie się. Proszę, pozwólcie zapamiętać Benedictowi nasz kraj jako oazę kultury i wyważenia w dzikim oceanie świata. Czy naprawdę musicie mieć jego autograf, czy musicie mieć z nim fotkę z komórki, czy musicie go dotknąć, koniecznie powiedzieć mu hello osobiście i zadać mu pytanie, które słyszał już i odpowiadał na nie w ilościach niepoliczalnych? Skoro tak wielbicie Cumberbatcha, to w ramach tego podziwu okażcie szacunek i nie oblegajcie jak rzadkiego okazu z gablotki. Aktywujcie empatię.
Kilkunastominutowa krótkometrażówka. Przyjaciel prosi przyjaciela o przysługę. Byli wspólnie na wojnie i jeden uratował drugiemu życie. Skondensowana rólka Benedicta, weterana wojennego zmagającego się z zespołem stresu pourazowego. Ale gwiazdą jest tu dziewczynka, Paris Winter Monroe jako Lilah. Film wstrząsający. Polecam stanowczo i zdecydowanie. "Little Favour" Wielka Brytania 2013 Reżyseria: Patrick Viktor Monroe Scenariusz: Patrick Viktor Monroe
Tracy Letts w 2008 roku za sztukę "August: Osage County" otrzymał Nagrodę Pulitzera. Historia jak z południowoamerykańskiej telenoweli, tyle, że na gruncie północnoamerykańskim. Obejrzałam film bez wyższych oczekiwań, ale królowa Merylka ostro mnie wytarmosiła swoją grą. Meryl Streep nie lubię, ale coraz bardziej cenię. Julia Roberts też była warta oglądania. W ogóle aktorsko film doskonały. Co do fabuły, to zwyczajna. Matka - Meryl, choruje na raka, mąż wynajmuje opiekunkę i znika. Przyjeżdżają córki, trzy dojrzałe kobiety, a także siostra. Wyjaśnia się sprawa zniknięcia, ma miejsce zjazd rodzinny, toczą się rozmowy przy stole i w różnych zakamarkach domu. Wspólna modlitwa, ucztowanie, rozmowy lekkie i śmieszne oraz te trudne i wykrzyczane. Żale, pretensje, problemy, oczekiwania. Generalnie seria dramatów. Niewielka rola Benedicta Cumberbatcha grającego "Małego" Charlesa, rodzinną ofermę, dorosłego mężczyznę, który sobie w życiu nie radzi urozmaicona została sceną zaśpiewanej i zagranej przez niego piosenki.
Oprócz aktorów grają "równiny" Oklahomy.
Unikam ostatnio, jak tylko mogę, produkcji zza oceanu, dokonuję selekcji straszliwej, taki etap w życiu, co zrobić. Tym razem było dobrze, film nie powalił ale na swój sposób poruszył, bez wstrząsów, na spokojnie. Najbardziej warto - dla Merylki.
Lekka,
zabawna, prościutka komedyjka, bez głębszych treści, ale nie pozbawiona
wartości. Sporo się dzieje, jest śmiesznie, jest pewne napięcie, choć
momentami bywa nudno. Obejrzałam, bo Benedict, bo Hugh Laurie (kto nie
lubi Doktora House'a) i tylko 6 odcinków. Miałam nieustające wrażenie,
że treść serialu nie dorównywała nawet w części możliwościom aktorskim
większości grających w nim aktorów. Chyba czuli się jak na deskach
szkolnego przedstawiania, śmiesznego, ale zbyt prostego w stosunku do
ich zaawansowanych umiejętności.
Głównym
bohaterem jest Paul Slippery (Hugh Laurie), ojciec rodziny, lekarz, po
czterdziestce. Jego żona Estelle, po latach wychowywania trójki synów,
szuka zajęcia. Synowie Rory (Benedict Cumberbatch) i Daniel chodzą już
do pracy, Edwin nie chodzi do szkoły. Okresowo pojawiają się też trzy dziewczyny, siostry Proek, Laura i Lucy oraz ich kuzynka Woj. Odcinki zaczynają się sympatyczną, wprowadzającą w klimat serialu, muzyczką.
Odcinek 1
- Estelle jedzie do pracy, której nie dostaje, w parku poznaje
sympatyczną Gwendolen, którą Paul bierze za lesbijkę, w domu Slipperych
pojawia się cała masa lodówek, a brat bratu odbija dziewczynę. Znajomy
Paula, Nobby, poderwał jakąś pannę (lots and lots and lots of love). W finale stypa połączona z rocznicą ślubu. Tekst odcinka: "Mąż nosi żonę pod podszewką, żona nosi męża na twarzy".
Odcinek 2
- Po roku nieobecności z Tajlandii wraca dziewczyna Daniela, Lucy, ale
Daniel chodzi teraz z jej siostrą Laurą, którą odbił swojemu bratu. Rory
pracuje z bezdomnymi, przyprowadza do domu
jednego z nich, ciemnoskórego z depresją. Ktoś zamawia przez Internet
dmuchane lalki naturalnej wielkości. Ojciec dziewczyn, pan Proek,
pacjent Paula, ma na odwrotności przodu coś w rodzaju czyraka. Paul
postanawia przyrządzić "erotyczną" kolację we dwoje, przygotowuje zestaw
potraw o kuszących nazwach w rodzaju "dumny banan". Tekst odcinka:
"Czasami uważam, że mężczyźni i kobiety poruszają się zupełnie różnymi
prędkościami".
Odcinek 3
- Wspólnik Paula, Pilfrey, zakochuje się w Estelle. Pisze do niej
maile, na które odpisuje po kryjomu najmłodszy Slippery, Edwin. W
przychodni Paula spodziewana jest inspekcja. Pilfrey bierze omyłkowo
Edwina za inspektora. Wpędza się w paranoję i ląduje na oddziale
zamkniętym. Rory i Lucy zostają parą.
Odcinek 4 - Edwin kupuje miłosny eliksir, ale szkoda mu wydanej kasy i odsprzedaje ojcu. Estelle wygłasza przemowę, wstęp tylko dla kobiet, Paul przebrany za muzułmankę Jasmine, usiłuje dostać się na wystąpienie żony ("pieniądze w druga burka, w pralka").
Odcinek 5
- Paul podejrzewa żonę o romans. Estelle potajemnie usiłuje
zorganizować przyjęcie-niespodziankę dla męża, spotkanie po latach z
jego dawnymi dobrymi kumplami. Paul przez pomyłkę zostaje wzięty za alkoholika. Postanawia się upić. Rewelacyjna scena - Hugh Laurie zasiada, już trochę wcięty, do pianina, gra i śpiewa - perełka! Odwiedza w pracy syna - kolejna scena nie do przegapienia, Hugh, już mocno wcięty, na kolanach Benedicta :)
Odcinek 6 - Rory i Daniel wyprowadzają się. Woj, jako indywidualistka, nie chce zostać dziewczyną Edwina. Po wyprowadzce chłopaków wszyscy czują się dziwnie, włącznie z nimi samymi. Pilfrey wychodzi ze szpitala psychiatrycznego. Hipnotyzuje Paula, nakazuje mu gdakać na widok każdej atrakcyjnej kobiety. Serial kończy się sekwencją lots and lots and lots of love :)
"Fortysomething"
miniserial
6 odcinków
Wielka Brytania 2003
Reżyseria: Hugh Laurie (1-3), Nic Phillips (4-6)
Scenariusz: na podstawie własnej powieści Nigel Williams
Przeczytałam "Frankensteina", obejrzałam trzy filmy o prawdopodobnych okolicznościach jego powstania "Gothic", "Remando al viento" i "Haunted summer". Do tego przyśnił mi się Benek, co uznałam za wezwanie do obejrzenia spektaklu zarejestrowanego na deskach Royal National Theatre. Uległam :) Gwiazdy. Jonny Lee Miller, właściwe imię Jonathan, nazwisko Lee po matce, nazwisko Miller po ojcu. Były mąż Angeliny Jolie. Pamiętam go z Hakerów i Trainspotting (ten blondynek). Benedict Cumberbatch, no comments. Danny Boyle, reżyser między innymi Płytkiego grobu, Trainspotting. Obaj odtwórcy
głównych ról grają także Sherlocka Holmesa. Czy to był klucz
wyboru właśnie ich do obsady sztuki? Jonny Lee Miller to Sherlock z
"Elementary", Benedict to Sherlock z "Sherlocka". W co drugim spektaklu aktorzy zamieniali się rolami grając raz Frankensteina, a raz Monstrum. Scenariusz spektaklu napisał Nick Dear. Z założenia miał bazować na książkowym oryginale. Akcja scenicznego "Frankensteina" zaczyna się w momencie stworzenia: za woalu wyłania się człekopodobna naga dorosła Istota, oszpecona i odpychająca. Benedykt jako Wiktor zwiewa na jej widok, przerażony, zostawiając pole do popisu dla Lee Millera. A ten odgrywa rolę Monstrum po mistrzowsku. Zwłaszcza pierwsze "dziecięce" doświadczenia i radości, kontakt z roślinnością, deszczem, pierwszy śpiew ptaków (zachwycający moment, śpiew chóru, ptasi świergot i radosna muzyka). Do Potwora z czasem dociera okrutna prawda, że został porzucony, odepchnięty, samotny na zawsze. Podglądając życie pewnej kochającej się rodziny uczy się, na czym polegają stosunki międzyludzkie, pojmuje mowę, poznaje litery i czyta "Raj utracony" Miltona. Pragnie bliskości. Wchodzi w sympatyczną relację z niewidomym staruszkiem z chaty, a kiedy próbuje rozszerzyć znajomość na osoby widzące, zostaje odrzucony. W akcie zemsty (revenge) podpala chatę. W oryginale jest ona pusta, w spektaklu jej mieszkańcy giną w pożarze. Nick Dear dodał kilka momentów komediowych, których w pierwowzorze ani na jotę. Jednym z nich jest odpowiedź Potwora na pytanie Wiktora: - Czytałeś "Raj utracony"?! - Podobał mi się! W spektaklu londyńskim to Potwór był bardziej ludzki i mniej potworny niż jego stwórca. Wiktor Frankenstein był w stosunku do swojego dzieła zimny i zdystansowany, momentami okrutny, co Benedict odegrał znakomicie (It Speaks!). Monstrum ma wytłumaczenie swojego postępowania. Samotność. I wielką, można by powiedzieć MONSTRUALNĄ, niepowstrzymaną potrzebę miłości i bliskości. Potwór nie ma nikogo, niczego. Widzi nagle zwykłą rodzinę posiadającą dach nad głową, kominek, ogień, ciepłą strawę, ogród warzywny, wreszcie miłość wzajemną, uśmiechy, życzliwe słowa, muzykę i śpiew. Widzi, że rodzina jest razem, blisko, w kontakcie także dosłownie bezpośrednim. Taka zwykłość, taka normalność - ale nie dla Kreatury. Na dodatek oni tacy piękni, a on w najwyższym stopniu odrażający. Sztuka przejmująca, Monstrum - wzruszające, całość zachwycająca. Wspaniała oprawa spektaklu, scenografia, efekty, oświetlenie, obrotowa scena. Chcę więcej takich akcji, z nagrywaniem TAM live i odtwarzaniem u nas w kinach. Bo na wypady do teatru do Londynu, póki co, nie mam co liczyć. Oj, zawyżyli chłopaki, zawyżyli, i co ja teraz, biedna, pocznę ;) Zniknęłam. Żeby wrócić musiałam posłuchać Modern Talking. Grawitacja zadziałała, na szczęście. "Atlantis is calling, S.O.S. for love" FRAGMENTY 1 FRAGMENTY 1. FRAGMENTY 2
"Człowiek, który nic nie znaczy, wymaga od innych, ten, który coś znaczy, wymaga od siebie".
Poszłam na łatwiznę. Chcąc obejrzeć coś dobrego podążyłam za moim aktualnym białym królikiem, Benkiem C. Nie myliłam się, jego wybory ról są staranne, do tego bardzo "moje". Nos, babo, nos! W "The Last Enemy"Benedict Cumberbatch jako naukowiec Stephen Ezard przyjeżdża do Londynu na pogrzeb brata. Londyn jest dziwny, wszędzie kontrole, barierki, skanowania, ochrona, bez ważnej karty ID nie da się funkcjonować. Przywitanie na lotnisku dziwne, pogrzeb dziwny, mieszkanie, kiedyś wspólne z bratem, też dziwne, w sypialni leży nieznana chora dziewczyna. Na dodatek wchodzi, jak do siebie, jakaś kobieta twierdząca, że była żoną zmarłego. Stephen cierpi. Nie z powodu śmierci brata ale z powodu nerwicy natręctw (obsessive - compulsive disorder, OCD). Nowe zaskakujące sytuacje nie pasują do jego sterylnego świata. Materializuje się jednak, niespodziewanie i gwałtownie, potężna moc uczucia, która napędza Stephena niczym paliwo rakietowe. Wdowa po bracie, Yasim Anwar (w jej roli Anamaria Marinca), zdecydowanie potrzebuje natychmiastowego wsparcia. Akcja rusza galopem. Rząd chce przeforsować projekt centralnej bazy wszystkich danych wszystkich obywateli, T.I.A. (Total Information Awareness). Chodzi o absolutną i totalną wiedzę o najdrobniejszych szczegółach życia każdego obywatela. Stephen dostaje propozycję kilkuletniego finansowania swoich badań naukowych w zamian za poparcie projektu. Yasim znika. Stephen porusza niebo i ziemię by ją odnaleźć i ponownie wziąć w ramiona. Ich relacja jest miękka, piękna, tworzą razem całość, jedność - niesamowite role obojga. Wspomnienia o mężu bolą Yasim, kochali się mocno i zbyt krótko. Wspomnienia o bracie bolą Stephena, obaj nie znosili się serdecznie. Nie pora jednak na cierpienie jednostki, wzywają ważne kwestie społeczne, nadchodzi czas działania dla dobra ludzkości. W obliczu wyższych wartości drobne ludzkie bóle, pretensje i zapiekłe żale schodzą na plan dalszy, w końcu znikają. Bohaterowie odkrywają masowe zatajenia, szczepienia i wszczepienia,
wyciszenia, tajemnicze zniknięcia i masowe zgony pakistańskich uchodźców. Kto wygra w tej
nierównej szarpaninie jednostki z systemem? Benedict
znowu gra geniusza i, jak zwykle, dobrze mu to wychodzi. W scenach, w
których mózg granego przez niego bohatera pracuje na najwyższych
obrotach, jest zdecydowanie wiarygodny. The Last Enemy miniserial TV BBC 5 odcinków Wielka Brytania 2008