Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

wtorek, 26 listopada 2013

158 lat temu


DO SAMOTNOŚCI

Samotności! do ciebie biegnę jak do wody
Z codziennych życia upałów;
Z jakąż rozkoszą padam w jasne, czyste chłody
Twych niezgłębionych kryształów.

Nurzam się i wybijam w myślach nad myślami,
Igram z nimi jak z falami,
Aż ostygły, znużony, złożę moje zwłoki
Choć na chwilę w sen głęboki.

Tyś mój żywioł: ach, za cóż te jasnych wód szyby
Studzą mi serce, zmysły zaciemniają mrokiem,
I za cóż znowu muszę, na kształt ptaka-ryby,
Wyrywać się w powietrze, słońca szukać okiem?

I bez oddechu w górze, bez ciepła na dole,
Równie jestem wygnańcem w oboim żywiole.


Adam Bernard Mickiewicz herbu Poraj
urodzi się 24 grudnia 1798
zmarł 26 listopada 1855 roku w Konstantynopolu
dokładnie 158 lat temu


[W ALBUMIE KSIĘCIA GOLICYNA]

Jeżeli wolność czuć i kochać umiesz,
W naszej rozmowie nie potrzeba słowa.
Ja twe westchnienia, ty me łzy zrozumiesz
I dłoń uściśniesz - oto polska mowa.

(ok. 1828)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Stephen Chbosky - "Charlie"




"Bridget, która jest trochę zwariowana, powiedziała, że czasem ma ochotę popełnić samobójstwo, kiedy ogląda telewizję i co chwila są przerwy na reklamy. Była zupełnie poważna i wprawiła szkolnego psychologa w zakłopotanie."

Znowu przyniósł Ukasz dobrą książkę, czytaliśmy na zmianę po kawałku :) Tytułowy chłopak ma 15-16 lat, chodzi do pierwszej klasy nowej szkoły i opisuje ten czas w listach do "Przyjaciela". Ameryka, 1991 rok. Wycinek realnego życia inteligentnego myślącego nastolatka z problemami związanymi z "wchodzeniem w dorosłość". Autor zapatrzony w "Zabić drozda" i "Buszującego w zbożu", co wychodzi książce na dobre. Jest też już film, ale nie mam ochoty oglądać, porozkoszuję się wyobrażeniami :)

Do białej gorączki, jak zwykle, kiedy czytam twórczość zza oceanu, doprowadzają mnie imiona trzy-, góra czteroliterowe. Uproszczenie ze zubożeniem. "Zostaliśmy z Sam sami" - !@#$%&*


Stephen Chbosky
"Charlie"
(The Perks of Being a Wallflower)
rok wydania: 1999
wydanie polskie: 2012

"Potomkowie"


"Potomkowie"

Nasze ojce w kazamatach cichą skargę słali w dal:
Ciężko, bracia, lecz przetrwajmy, dziatek naszych losu żal...
Dzieci rosły. W złej godzinie znowu skargę słały w dal,
I wzdychały: trzeba przetrwać, naszych dziatek losu żal.
Tak i teraz: w trudnym czasie znów powraca refren ten:
Cóż tu po nas? Życie minie, dzieci ziszczą złoty sen.

Już to wróble wyćwierkały, komu długi minie wiek.
Póki co, gnij tu w rozpaczy, ty, idiota, nędzny człek.

Naokoło hasła trąbią: "według potrzeb i z nadmiarem!"
Za lat dwieście! Do cholery! Cóż to, czy ja Matuzalem?
Ja, jak puchacz, na strzaskanych resztkach swoich bogów tkwię,
I potomkom niezrodzonym obojętność ducha ślę.
Ja chcę choć iskierkę światła teraz mieć, dopókim żyw.
Pisarz, krawiec, oracz, górnik - im marzenia poślę zryw!

A potomki? Niech potomki los swój ciągną, powróz, sznur,
Niech potomki głową walą, głową walą w tęgi mur!

Autor: Sasza Czorny/Cziornyj (1880-1932)

Tłumaczenie: Jadwiga Rappé

niedziela, 24 listopada 2013

rzut sobą w oko patrzącego


"Przyglądam się młodym ludziom, jak wchodzą, wychodzą, flirtują, wygłupiają się. Dlaczego artystom się wydaje, że bez przerwy trzeba robić z siebie widowisko? Może właśnie dlatego zostają artystami, pragną zostać artystami. Bo muszą rzucać się w oczy. Chcą, żeby na pewno było ich widać. Nie wiedzieć czemu brak im tej pewności. Ile z tego mam w sobie ja sam? Prawdopodobnie nikt, komu życie dało dość miłości i akceptacji, tyle ile potrzebował, nigdy nie stworzy, nie dokona niczego. Sam w sobie osiągnął pełnię. Koniec z pisarzami, poetami, malarzami, śpiewakami, muzykami, politykami, z większością ludzi, dzięki którym toczy się ten świat, którzy przynajmniej walczą o porozumienie z drugim człowiekiem."


William Wharton, "Spóźnieni kochankowie"

detaliści i hurtownicy


Ludzie dzielą się na detalistów i hurtowników. Hurtownicy bywają drobniejsi i przemysłowi. Detalista raczej nigdy nie zostanie hurtownikiem. W świecie zdominowanym przez hurtowników detaliści mają przerąbane. Jako zdecydowana mniejszość nie podlegają jednak ochronie z powodu znikomej przydatności społecznej pojmowanej globalnie.

sobota, 23 listopada 2013

"Mózg Kennedy'ego" - Henning Mankell


Prezydenta JFK nie ma już od półwiecza, ale mówi się o nim i pisze chyba częściej niż o Lennonie i Presley'u razem wziętych. Nawet Mankell pokusił się o zahaczenie tematu. Nie tyle Kennedy'ego, co jego autentycznie zaginionego mózgu. Przeczytałam "Kennedys hjärna" poganiana, że kolejka, że nowość (na polskim rynku, na świecie od ośmiu lat), w sierpniu to było i pamiętam, że nie czytało się tej pozycji tak dobrze, jak wcześniejszych powieści, które wszyściutkie, co do jednej (oprócz serii o Joelu i Comédia infantil) przeczytałam w pędzie z błyskiem w oku i co najmniej umiarkowaną radością. "Mózgu" nie czytałam z błyskiem, bardziej z grymasem.

"Mózg Kennedy'ego" to podążanie za wewnętrznym chaosem. Rejestracja nieuporządkowanego fragmentu dziejącej się rzeczywistości na przestrzeni pewnego wycinka czasu. Matka znajduje martwego syna, policja orzeka samobójstwo, rodzicielka w totalnym szoku podejmuje intuicyjnie działania w kierunku wyjaśnienia i zrozumienia tego, co się tak naprawdę stało. Zdruzgotana docieka przyczyn, drąży, odkopuje przeszłość syna systematycznie, kawałek po kawałku. Zaczyna od porzucenia pracy archeologa, odszukuje byłego męża, wędruje z nim po świecie, docierają do Barcelony, gdzie odkrywają podwójne życie syna. Mąż tajemniczo znika, matka podąża kolejnym tropem do Afryki. Wraz z bohaterką zmieniamy co chwilę kontynenty, strefy czasowe i klimaty i wcale nie mamy wrażenia wspaniałości podróżowania, a jedynie mozół, trud i znój. Wszędzie jest źle, smutno, ciężko, bo nie ma już Henryka i Louise nadal nie wie, co się stało, a tym bardziej, dlaczego. W Afryce obraz sytuacji trochę się zaostrza, ale nadal pozostaje zamglony, niewyraźny. Pojawia się temat prostytucji, wykorzystywania, skrajnej biedy, różnic gospodarczych, jest też oczywiście AIDS. Taka afrykańska Puszka Pandory. Dodatkowo mamy eksperymenty na ludziach, nieuczciwe firmy farmaceutyczne, dziwne szczepionki, nieetyczne działania na masową skalę zawoalowane pomocą humanitarną i dobroczynnością. I wszyscy kłamią, zatajają, nie ujawniają. Mankell nie zgłębia żadnego z tematów, napomyka jedynie, sygnalizuje, prześlizguje się po nich. Książka się nie kończy a urywa, jakby w przypadkowym momencie. Jestem początkowo zdezorientowana. Ale akceptuję. Bo niby jaka forma i jakie zakończenie byłoby lepsze? Mankell powiedział, co chciał powiedzieć. Przekaz wyszedł, czytelnik przyswoi tyle ile zmieści w sobie, a pojemności mamy różne.

Henning Mankell
"Mózg Kennedy'ego"
(Kennedys hjärna)
rok wydania: 2005
wydanie polskie: 2013

"mróz pazerny"


"mróz pazerny (...) śniegi na polach siniały z zimna (...) księżyc windował się w górę całkiem nieprawdopodobny (...) jedziemy wśród tych dziwności, ojciec i ja"


"Rozparł się łokciami na sztachetach, zwlekał: to ssał zęba, to ślinił papierosa. Rzucił półgębkiem: - Pogoda marna, nie..."

" - O, bocian!"

Edward Redliński "Listy z rabarbaru"

piątek, 22 listopada 2013

"lepszego bycia z sobą"


"jakże prędko
spełniły się wszystkie
moje życzenia
lepszego bycia z kimś
teraz lepszego
bycia z sobą
puste miejsca
zapełniam gorączkowo
datami wzorami
garściami słów
szeleszczą
ale
wszystko na próżno
wszystko na próżno
puste miejsca
czarne dziury"

Wiersz Anny Rynkiewicz. Znalazłam go ze trzydzieści lat temu w jakimś czasopiśmie. Kołatał mi się po głowie, a właściwie jego fragmenty, aż tu dziś znalazłam w starym kajeciku CAŁOŚĆ. Szukajcie a znajdziecie ;)

środa, 20 listopada 2013

o wyjaśnienie upraszam


Reprezentacja Polski w piłce nożnej. Kropka. Bo po co słowa i czas marnować. Debiut nowego trenera tradycyjnie w plecy. Ze SŁOWACJĄ, U SIEBIE, przegraliśmy 0:2. Towarzysko, ale do rankingu znowu dopisujemy minusy. Dobiło mnie, że ta sama Słowacja wczoraj bezbramkowo zremisowała z debiutującym w międzynarodowej piłce Gibraltarem. Słoneczko zaświeciło przy drugim w życiu (i pod rząd) hat-tricku Arkadiusza Milika w meczyku z Grecją U-21, i to o nie byle jaką stawkę, bo o awans do MME. Cieszy, nareszcie coś cieszy. I fajnie się oglądało popisy mistrzów kopanej w barażu Szwecji z Portugalią, hat-trick Ronaldo i stos ciał w radosnym szale po dobijającym golu. Głupieję, kiedy słyszę zachwyty na temat Lewandowskiego płynące z całego świata piłkarskiego na tle jego niemocy na reprezentacyjnych boiskach. Pod jaką kategorię taki dysonans podczepić? Słyszałam, że Messi w reprezentacji Argentyny też ma problemy ze skutecznością, ale przecież Lewandowski jest z Dortmundu wyjęty jak cenna roślina przy przesadzaniu w asyście Piszczka i Błaszczykowskiego. No i nie rozumiem i o wyjaśnienie upraszam, bo tak jawnej sprzeczności dawno w otaczającym mnie świecie nie zarejestrowałam.


I jeszcze dla Soboty Jupiler Pro League zaczęłam oglądać, żeby wiedzieć, jak mu się tam w Belgii dzieje, a on tu przyjeżdża i nie ma na czym oka zawiesić, zresztą ostatnio tam też. Powtórzę za jednym z komentatorów sportowych, tęsknię, o dziwo za meczykami Ekstraklasy, to już pojutrze. I skoki się zaczynają i inne zimowe. I już w styczniu Australian Open :)