Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

sobota, 1 listopada 2014

grobowiec Loughcrew, hrabstwo Meath, Irlandia




Byliście kiedyś w grobowcu? Dobra data, by udostępnić zdjęcia z mojej bytności w takowym. Do grobowca Loughcrew w hrabstwie Meath uwiózł mnie Piter Pendragon, za co dozgonnie wdzięczna pozostanę. Pomysł, by wybrać się do Irlandii - jeden z najlepszych, jaki skutecznie wpadł mi do głowy. A był to środek listopada, zimno, wietrznie, momentami deszczowo. Ale od czego są swetry, golfy, szaliki, rękawiczki i kaptur. Dałam radę nawet ja ;) Najpierw trzeba było pojechać po klucz, potem wdrapać się na szczyt slalomem pomiędzy owcami, nie dać się zwiać, nie zwichnąć nogi na kamieniach... Potem otwarcie kraty i jesteśmy w grobowcu, który ma ponad pięć tysięcy lat!











zdjęcia: xbw

zdjęcie: Pendragon

piątek, 31 października 2014

Ian McEwan - "Betonowy ogród"




Książka z pozoru lekka, cienka, krótka. Ale im dalej, tym bardziej gęsto, ciężko, duszno, niestabilnie. Jest dom na zapomnianej ulicy, gdzieś w oddali osiedle bloków, w pobliżu żadnych sąsiadów, jedynie szczątki domów z prefabrykatów. Rodzina wyobcowana, żadnych gości. Czwórka dzieci ma kontakt z rówieśnikami w szkole, najmłodszy bawi się dodatkowo z dziećmi z bloków. Rodzeństwo jak to rodzeństwo, raz się czubi, raz się lubi. Umiera ojciec, wkrótce okazuje się, że matka trwale zaniemogła. Dla dzieci zaczynają się dni dowolności, mogą bezkarnie robić wszystko, co im wpadnie do głowy. Akurat zaczynają się wakacje. Najmłodszy Tom ma mniej więcej sześć lat, starsze są nastolatkami. Najstarsza Julia przyprowadza do domu swojego chłopaka, już młodzieńca, dobrze sytuowanego bilardzistę Dereka. W wyizolowanej rodzinie pojawia się "normalny" człowiek, nareszcie ktoś z zewnątrz. Dzieci pozornie także żyją normalnie, ale pozostawione same sobie brną w ślepą uliczkę. Nikt nie zabiera śmieci z pojemników pod domem, a lato wyjątkowo gorące. Tom chce być dziewczynką i nosić sukienki. Kiedy indziej chce znowu być dzidziusiem. Sue wszystkie uczucia lokuje w pamiętniku. Jack całkowicie przestaje dbać o higienę. W cywilizowanym świecie taka "sielanka" nie może trwać długo.

Nie wiem czy polecać. Nikogo nie namawiam, kaliber ciężki, tematy trudne, właściwie tematy tabu, niemedialne, niepopularne, ale jak najbardziej życiowe.

Jest też film, jeszcze nie oglądałam.


Ian McEwan 
"Betonowy ogród"
(The Cement Garden) 
rok wydania: 1978
wydanie polskie: 1994

kółko i krzyżyk


zdjęcie: xbw
13.09.2005


czwartek, 30 października 2014

próba otwarta


Do teatru mnie zaniosło, jak zwykle, przez przypadek. Telefon, są bilety na próbę otwartą spektaklu w Teatrze Żydowskim, czy idę. No pewnie! Okazało się, że w małej sali dziki tłum, miejsca siedzące zajęte, ale nas jeszcze wpuścili, musieli, mieliśmy przecież bilety. Ale trzeba było stać w końcu sali. Rzutem na taśmę znalazły się jeszcze dla nas dwa krzesełka, ale z pozycji siedzącej tym bardziej nie było widać sceny. Próba była czytana, sztuka w obszernych fragmentach. Coś w rodzaju śmiesznych scenek, skeczy. Więc niezbyt liczyła się wizja, a fonia znakomita. Na początek kolejka do lekarza i coś co można nazwać licytacją schorzeń, chorzy wzajemnie się przekrzykują i prześcigają w wyolbrzymianiu swoich dolegliwości. Potem kilka sytuacji towarzyskich, świetny duet: Apsik i Czopek, trochę momentów śpiewanych. Najbardziej podobało mi się imię kobiece Szuszenbuchra ;) W sumie trochę śmiechu, kilka momentów, które się nieco dłużyły, ale mam nadzieję, że do premiery grudniowej wszystko zostanie dopracowane. Dopiero po powrocie do domu przeczytałam, że to sztuka "Królestwo Wszechwanny” izraelskiego dramaturga Hanocha Levina w reżyserii Pawła Paszty. Premiera 12 grudnia.

poniedziałek, 27 października 2014

wspomnienie weekendu


 zdjęcie: EllaDu 

Na cmentarzu pełno wyłuskanych skorup orzechów włoskich. Na drzewach rzesze łupieżców (nie, nie układam dyktanda). Rozlega się "kra..., kra..., kra...". Perswaduję im, choć pojęcia nie mam czy słuchają. Nie wiem, kruki, wrony, gawrony? Cwane bestie, w każdym razie. Odsyłam na pobliski parking, niezbyt uczęszczany, żeby tam sobie te orzechy rozłupywały.

W RDK-u koncert, recital fortepianowy, na instrumencie Yamaha nówka sztuka zagra Paweł Wakarecy. "Karnawał" Roberta Schumanna, zadedykowany przez kompozytora Karolowi Lipińskiemu. Schumann, pianista z trwałą kontuzją czwartego palca prawej ręki. Po przerwie Chopin: nokturn, mazurki, polonez i moje ukochane Lento con gran espressione cis-moll. Dwa bisy! Całość pięknie zagrana, starannie, precyzyjnie. Cudo. Szkoda, że instrument właśnie taki, a nie inny, no trudno. Po koncercie myk na górę porozmawiać z artystą, dwa słowa. Ktoś mi mówi cześć, a ja z głupią miną, nie poznaję, kto. Przedstawia się i już kojarzę, ze szkoły przecież i spoza szkoły. Kopę lat...

Nad rzeką (rzeczułką - powtarzam, to nie jest dyktando) nowa ścieżka rowerowa, obok "Cegielni" start, obok "Mleczarni" meta. Latarenki, ławeczki, starutkie strzeliste lub wdzięcznie pochylone drzewa, jak w jakimś uzdrowisku się czuję, a nie na starych śmieciach zjechanych przez lata na rowerze, wtedy jeszcze po wertepach i ścieżynkach. Kilometrów mnóstwo wiele. Ale tak ciepło, takie słońce niesamowite, do tego dzień o godzinę dłuższy, krzaczory nadrzeczne, jakieś zielska, zarośla, zapachy wymieszane. I herbatka z termosu :) Rewelacja. Więcej takich weekendów poproszę. Z góry dziękuję.

Jeszcze raz zapewniam, że to nie dyktando. Nagromadzenie wyrazów o trudnej pisowni jest całkowicie przypadkowe.


zdjęcie: xbw 

środa, 22 października 2014

skutek nieprawdopodobnego uchybienia w poczuciu smaku



Michel Houellebecq:

"Zasadniczo jestem tylko twardogłowym mieszczuchem. Płaskim, pospolitym, pozbawionym stylu autorem, który zyskał literacką sławę tylko i wyłącznie na skutek nieprawdopodobnego uchybienia w poczuciu smaku, jakiego przed kilku laty dopuścili się zdezorientowani krytycy. Na szczęście od tamtej pory moje dychawiczne prowokacje zaczęły nużyć.
Obydwaj doskonale symbolizujemy przerażające skretynienie francuskiej kultury i umysłu, zauważone ostatnio, z całą surowością, lecz słusznie, przez pismo "Time".
W niczym nie przyczyniliśmy się do odnowienia francuskiej sceny electro. Nie umieszczono nas nawet w czołówce Ratatuja.
Płaszczyzna sporu została nakreślona".

Bernard-Henri Lévy:

"Od trzydziestu lat zadaję sobie pytanie, jak ktoś taki jak ja mógł, i nadal może, zwodzić. Od trzydziestu lat, zmęczony czekaniem na bystrego czytelnika, który wreszcie będzie umiał mnie zdemaskować, mnożę błazeńskie samokrytyki, pozbawione talentu, nieszkodliwe. Lecz oto trafia się okazja. Dzięki Panu, Pańskiej pomocy, być może mi się to uda. Dzięki Pańskiej i mojej własnej próżności. Mojej i Pańskiej niemoralności. Jak ująłby to inny godny pogardy człowiek, ale wyższych lotów niż my, Pan odkrywa swoje karty, ja swoje - co za ulga!"

Michel Houellebecq, Bernard-Henri Lévy - "Wrogowie publiczni" (Ennemis Publics)
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012, przełożył Marek J. Mosakowski, str. 7-9

poniedziałek, 20 października 2014

zielone słońce, niebieski księżyc


Krakatau, wyspa wulkaniczna, Ocean Indyjski. W 1883 roku nastąpiła erupcja wszystkich trzech wulkanów, z których złożona była wyspa. Wybuchów było kilka, jeden po drugim w odstępach kilkugodzinnych. Ich potęga była niewyobrażalna. Spowodowały falę tsunami dochodzącą do 40 metrów (dziesięciopiętrowy blok ma około 30 metrów). Fala zdążyła obiec połowę kuli ziemskiej, zanim wygasła. Zginęło łącznie około 35-40 tysięcy ludzi. Kataklizm dotarł do Jawy i Sumatry. Był widoczny słyszalny i odczuwalny w promieniu kilku tysięcy kilometrów. Wyrzucany z kraterów popiół sięgał stratosfery. A gazy, które dostały się do atmosfery powodowały zielone zachody słońca i niebieską barwę księżyca przez około trzy lata. Może jest na ten temat jakaś książka, publikacja? Chciałabym przeczytać o tym wydarzeniu coś więcej niż notkę w Wikipedii.

jesień sprzed roku - część druga







zdjęcia: xbw

jesień sprzed roku - część pierwsza








zdjęcia: xbw

piątek, 17 października 2014

bociany na kolorowym niebie


Śniły mi się dziś bociany latające wysoko, daleko, ale centralnie nade mną, na pięknym niebie, zagęszczonym różnymi "przedmiotami", jak na fantazyjnym kolorowym dziecięcym rysunku. Bocianów było kilka, może ze trzy w sumie. Potem zaczęły latać łabędzie, wielkie stado, wylądowały koło mnie, a wraz z nimi jakieś kulki, które w zetknięciu z podłożem smażyły się jak placuszki, podskakując, żeby się podprażyć równomiernie. Łabędzie po króciutkim spoczynku odlatywały stopniowo. Poczęstowałam się jednym z placuszków, były dziwne, jak prażynki, bez tłuszczu, bez smaku...

Staram się zapamiętywać sny, ale nie zawsze dadzą się złowić, nawet we fragmencie. Najczęściej muszę zadowalać się wrażeniami jakie po sobie zostawiają.

Poniżej coś, co idealnie wpasowuje się w moją codzienność, czyli współczesne kino polskie, dokumenty, krótkometrażówki. Dorzucam do kompletu dobrą animację :)

"Snępowina"
Polska 2011
animacja, krótkometrażowy
Reżyseria: Marta Pajek
Scenariusz: Marta Pajek