Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

środa, 30 stycznia 2013

plaster


Latka lecą. Wriemienieczko idiot, jak pisze Wilk w "Wołoce". Od tresera mojego kręgosłupa dostałam plaster na plecki, który, kiedy siedzę nieprawidłowo, napomina mnie surowym głosem Pana R. :) Dziś w trakcie zabiegów poczułam się już na jakieś osiemdziesiąt, czyli o jakieś dziesięć młodziej, niż wczoraj. 

Jak pisze Wilk w "Wołoce" (może skrótem, bo często będę tego zwrotu używała - jpWw"W", może być?): "Dni brudne, śnieg stajał, niebo jak wory pod oczami. Ni pisać, ni czytać, ni żyć się nie chce. Jeno spać. Gęste sny zastępują rozrzedzone życie. Życie jak brudnopis (...)".

Mnie tam chce się żyć, to jedyna różnica, reszta jakby się zgadza. Od kiedy kładę się spać bez kota na środku kołdry i bez machających psich ogonów, śnią mi się, z tęsknoty za nimi, psy, te moje i nie tylko. Wczoraj podczas snu głaskałam pięknego pieska, długiego jak jamnik, ale kudłatego, w realu nie występuje, o niesamowicie gładkim futerku, do tej pory mam wyraźne odczucie, jakbym dopiero co przestała przesuwać po nim dłonią. W snach wędruję sobie po różnych domach, budowlach, instytucjach, ni to szkoła, ni to praca, jadę tramwajem, rozmawiam sobie z ludźmi, szykuję się na wyjście na koncert w jakimś angielskojęzycznym kraju, podejrzewam, że mogła to być Australia, bo nie wiedziałam czy będzie dwadzieścia czy czterdzieści na plusie. Wyglądam przez okno jakiegoś domu, wychodzę na taras i widzę wokół rozlane cudne jezioro polodowcowe, przebogate jeśli chodzi o "wystrój" linii brzegowej, zagęszczone dodatkowo stworzeniami latającymi. Śni mi się także, że jestem w Islandii. Otwieram po takich gęstych snach oczy, ledwo zwlekam kręgosłup z łóżka i zastanawiam się, czemu tak. A może to pora na dłuższy sen zimowy, taki naprawczy, jak u zwierząt. W każdym razie, sprawa pory roku, pogody czy czego tam jeszcze, aktywność siada, senność ogarnia i nie pomaga żadne wspomaganie ani podkręcanie. Może wystarczy przeczekać.

Jutro kolejna porcja działań, nie na froncie a na tyłach, dokładnie od tyłka w górę. Mam nadzieję, że nie zdezerteruję. 

4 komentarze:

  1. ha ha ha - poprawilas mi humor tym wpisem xbw ! super cycat , baaardzo pasujacy , a twoj opis snow sprawil , ze mialam to wszystko przed oczami , i nawet wyobrazilam sobie tego psa :-) - a kotka timbuktu, wlasnie przeniosla sie z moich kolan na kaloryfer - dobranoc :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hurra, udało mi się poprawić Twój humor, nadzwyczaj się CIESZĘ!

      Szkoda, że Timbuktu jest sama, może jeszcze jedno podejście z M. albo inszym mruczącym "pluszakiem"? A może jeszcze inny zwierz, żeby nie kolidował z kotką a uradował Tadeuszka?

      Usuń
  2. Podobne Wołoce klimaty, podobna poetyka podróży przez wciąz małoznane zakątki dalekowschodniej Rosji: "Dzienniki kołymskie" J. Hugo-Badera. I Wołoka i Dzienniki - to mistyczna wyprawa, w którą powinien wyruszyć kiedyś każdy, kto odważy się choćby próbować zrozumieć rosyjską duszę.
    Dzienniki już odłożone na regał. Będę do nich wracał, do barwnych "paputczików" i surowo-mistycznej Jakucji. Pora na Wołoke...

    I ja nie chciałbym zdezerterować. Operacja już za kilka dni :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w szerszych planach Hugo-Badera, nawet zapowiadałam w którymś poście niedawno, ale najpierw "polecę Wilkiem" ;) Oprócz Wołoki napisał jeszcze kilka wartych przeczytania książek. Wołoka spisana w Karelii, więc blisko "mojej" Finlandii".

      Co tam szpital i krojczy, nie dezerteruj, jako i ja nie dezerteruję. Nic strasznego, to tylko skalpel, taki malutki :)

      Usuń