Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

sobota, 9 marca 2013

gdzieś na szczycie góry


Weszło czterech, pierwsze zimowe poskromienie nieprzystępnego ośmiotysięcznika. Radocha dzika, udało się, potwierdzili wielkość i nieprzeciętne możliwości naszych polskich wpinaczy. I dezorientacja następnego dnia, cieszyć się czy denerwować. Ale zeszło tylko dwóch.

Tomek to kuzyn i przyjaciel mojego kolegi, więc wiedziałam o wyprawie od lutego i trzymałam kciuki za powodzenie jeszcze bardziej, tym bardziej, szczególnie mocno mocno. Potem już tylko wierzyłam, nawet w Yeti. Dostałam kopa i aż się boję dokąd po nim dolecę. 

Kiedy miałam czternaście lat, braciszek przyniósł mi książkę "Lhotse - czwarta góra ziemi". I jestem w tej dziedzinie "wierząca" niepraktykująca od dziecka. Całym sercem i duszą przebywam na wysokościach, wraz z bohaterami książek, filmów fabularnych i dokumentalnych i oczywiście podczas takich wypraw w realu jak ta ostatnia w Karakorum.




Tomek i Maciej


9 komentarzy:

  1. Mną także wstrząsnęła wiadomość o ich zaginięciu... Zwłaszcza, że od samego początku, gdy dowiedziałam się o śmiałym przedsięwzięciu tej 4-ki, miałam złe przeczucia. Widzisz, ja nie jestem fanką gór, przerażają mnie, zarówno latem, jak i zimą. Zwłaszcza zimą. A Himalaje? To już totalna abstrakcja. Przez wiele lat nie mogłam zrozumieć szaleństwa, które każe zdrowym, młodym ludziom, ryzykować życie... po co? na co ryzykować niepotrzebnie? Co chcą udowodnić? Sobie, zwłaszcza samym sobie? Dzisiaj mam więcej dla nich szacunku, lecz wciąż jestem daleka od polubienia gór. Mam tylko jedno "ale". Czy poza "czekaniem" aż któryś z nich ... zejdzie? da znak życia? ktokolwiek ich przez 3 dni jakie dała im Matka Natura (przed burzą) w ogóle ich szukał? Fizycznie, na nogach, a nie tylko w "myślach"???

    Pozdrawiam, szczerze zasmucona... W takich chwilach zawsze myślę o Wandzie R. :,C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po co? Bo nie można rezygnować z pasji, a każdy ma inną, jeden zbiera znaczki a inny ośmiotysięczniki. Każdy może zostać na przykład na przystanku autobusowym rozjechany przez auto które wpadło w poślizg, albo coś na kształt, więc - czemu nie zdobywać tych szczytów?

      Nie było fizycznej możliwości by ktoś wszedł pod samiutki szczyt szukać. Grupka była bardzo nieliczna i wszyscy przygotowani odpowiednio to właśnie ta czwórka. Świadomie podjęli decyzję, że nie zostawiają sobie marginesu bezpieczeństwa, ciągle to jest powtarzane w informacjach.

      Zaginięcia są wredne, nie tylko te w górach.

      Zdziczałaś trochę w tej Australii sądząc po zdjęciu ;)

      Usuń
    2. To tylko awatar... Zdecydowałam jednak nie umieszczać swojego prawdziwego zdjęcia na necie. A to, choć fikcyjne, ściągnięte z netu, wszystkim to wyjaśniam za każdym razem, w pełni oddaje mój wewnętrzny stan, wcale nie zdziczały, ale cóż, każdemu kojarzy się tak, jaki ma światopogląd, a więc... w pełni pogodzony z Naturą, jej prawami. Według mnie to ludzie żyjący w mieście są dzikusami, w mniejszym lub większym stopniu. Miasto z betonu to iluzja, klatka, w którą współczesny człowiek zamknął się jak jakiś chomik. Dla mnie, bez sensu... Ale też z tego względu, dzisiaj, rozumiem już pasję alpinistów. Jak powiedziałam, dawno temu dziwiłam się ich obsesji, dzisiaj podziwiam ich i szanuję a każdą śmierć, odbieram osobiście. Góra upomniała się o swą daninę. Przykre, ale cóż. Ja nie wnikam jaki był margines bezpieczeństwa, po prostu zauważyłam, że zapowiadana od długiego czasu burza, jakby celowo ... zwlekała. Widziałaś może taki film ze Scorupco:
      http://www.filmweb.pl/film/Granice+wytrzyma%C5%82o%C5%9Bci-2000-1437
      Oparta na faktach w pewnym stopniu,
      Jest tam mowa o tzw. 24 h które daje się zaginionym na uratowanie, ale... szuka się ich w tym czasie, co widać na filmie. Nie znam okoliczności, ekspertem też nie jestem, ot, miałam taką cichutką nadzieję, że stanie się jakiś cud albo że znajdzie się ktoś, kto ruszy na odsiecz... ale cóż, widać takie rzeczy to tylko w filmach. Ech... Góra przemówiła i nic już nie da się zrobić.

      Pozdrawiam :C

      Usuń
    3. Zdziczenie automatycznie ma dla mnie konotację pozytywną, rozumiem je jako odarcie świadome z negatywnych wpływów cywilizacji, strząśnięcie ich. Ciągle trzeba definiować pojęcia których się używa, inaczej dochodzi do nieporozumień. Idąc do lasu, w góry, według mnie dziczejemy w pozytywnym słowa znaczeniu.

      Tak, znam ten film chyba na pamięć. Ale należy rozdzielić fikcję fabuły od realnych sytuacji, to nie dokument w oparciu o autentyczne wydarzenie, podobnie jak film K2, gdzie jeden znosi drugiego i potem przylatuje helikopterek, a wyprawę liczącą dziesiątki osób sponsoruje amerykański milioner. Nie ma pomagania powyżej 7 tysięcy lub jest w pewnych ściśle określonych warunkami granicach. Grupka była nieliczna. Nie miał kto szukać bo wszyscy, którzy potencjalnie mogliby wyruszyć na taką akcję, właśnie schodzili. To po prostu taka niedostępna góra, jeśli puszcza w końcu, to bierze zapłatę.

      Usuń
  2. Blog Tomka Kowalskiego
    http://magisterkowalski.blogspot.com/

    Archiwalna rozmowa z Maciejem Berbeką
    http://tvnplayer.pl/programy-online/ludzie-w-drodze-odcinki,1222/odcinek-0,rozmowa-z-maciejem-berbeka,S00E00,18551.html

    Polecam wspomnienie o Tomku na blogu http://podrozejozina.pl
    "Spotkałem Tomka zupełnie przypadkiem na Borneo, w miejscowości Kota Kinabalu. Tomek następnego dnia startował w bardzo wymagającym biegu na Mount Kinabalu. Ten morderczy bieg polega w skrócie na wbiegnięciu na liczący ponad 4 tys. metrów szczyt i następnie zbiegnięciu w dół. Różnica wysokości ok. 2,5 tys. m w jedną stronę. Górę tę zdobywa się "normalnie" w czasie kilkudniowego trekkingu. Tomek zrobił to w jakieś 4 godziny i 35 minut."

    OdpowiedzUsuń
  3. I jeszcze film o zdobywaniu przez Tomka siedmiotysięczników Pamiru i Tienszanu

    http://vimeo.com/33206429

    OdpowiedzUsuń
  4. Wcześniejszy blok Tomaka, opis jego wspinaczki na góry Ameryki Południowej Aconcagua, Ojos del Salado, Monte Pissis

    http://uamargentina2009.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za linki, poczytam, popatrzę, zapamiętam...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń