Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

wtorek, 18 marca 2014

Marcel z Joigny


"Właśnie w pozornych osłabieniach prawdopodobieństwa mój realizm okazuje się najbardziej czujny... zgodnie z metodą analizy matematycznej, która polega na tym, aby pracując nad liczbą absurdalną, urojoną, wyprowadzić z niej możliwe do przyjęcia równania, wychodzę od wyimaginowanych danych ze spokojnym sumieniem i silną wiarą w prawdziwość rozwiązania, tak iż kończąc nowelę mam prawo (ponieważ przez cały czas byłem realistą) ignorować absurdy, jakim dałem się ponieść".  
Marcel Aymé
ze wstępu do tomu nowel Derrière chez Martin


"Marcel Aymé urodził się w Joigny w 1902 r. w departamencie Yonne, jako ostatnie z siedmiorga dzieci miejscowego kowala. Osierocony przez matkę w wieku dwóch lat, chował się u dziadków. Dziadek jego, właściciel wiejskiej cegielni, był zdecydowanym antyklerykałem i jego poglądy nie pozostały bez wpływu na późniejsze postawy pisarza. Po śmierci dziadka, babki i ukochanej ciotki tułał się po domach krewniaków, co niezbyt sprzyjało nauce, zwłaszcza iż nadszedł ciężki okres I wojny światowej. (...) Zdał maturę w liceum w Besançon, a ponieważ zdradzał znaczne uzdolnienia matematyczne , otrzymał nawet stypendium na studia. Niestety na samym wstępie przerwała mu je choroba. W latach 1921-23 odbył jako artylerzysta służbę wojskową we francuskiej strefie okupacyjnej w Niemczech. Po powrocie do kraju marzył o studiach medycznych, ale z prawdziwym zapałem oddawał się ponoć jedynie lekturze i ... grze w karty. Ostatecznie podjąć musiał pracę zarobkową. Zaczynał jako urzędnik bankowy, lecz wytrwał w tym zawodzie tylko rok, potem był kolejno statystą filmowym, agentem firmy ubezpieczeń, sprzedawcą, śmieciarzem, wreszcie dziennikarzem. W 1925 roku znowu zapadł na zdrowiu i powrócił w rodzinne strony na rekonwalescencję. Wtedy to podjął pierwsze próby pisarskie. (...) Najbardziej znaną z jego książek jest Zielona kobyła. (...) Jego fantastyka (...) służy odsłanianiu hipokryzji, głupoty i podłości, demaskowaniu świata zastygłego w pustych rytuałach. (...) Aymé zawsze był przeciwko wszelkiego rodzaju fanatyzmowi, konwenansom i kapliczkom. (...) Jego ulubionymi bohaterami są ludzie prości, zwłaszcza francuscy wieśniacy z Jury, z których się wywodził i którym pozostał wierny. Obserwuje ich, pozbawiony złudzeń, ironicznie, lecz życzliwie, przekonany, że największe nawet wady, ograniczenia i słabostki nie są w stanie stłumić wewnętrznego dramatu istnienia w najnędzniejszym z nich. Ten zmarły w 1967 r. samotnik z wyboru nie stworzył szkoły i nie pozostawił naśladowców. Całe życie konsekwentnie trzymał się z dala od grup i manifestów".

Wszystko powyżej,
z cytatem Marcela Aymé włącznie,
to fragmenty posłowia Wandy Błońskiej
do "Rusałki",
Wydawnictwo Literackie 1981

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz